sobota, 31 marca 2012

Samsung GT-C3322, czyli powrót do zwykłego telefonu.

Krótko trwała moja przygoda ze smartfonem, chociaż po Siemensie M50 (wiosna 2003 - lato 2006) Nokia E51 jest u mnie na drugim miejscu pod względem czasu użytkowania (wiosna 2009 - wiosna 2012), a niewątpliwie na pierwszym miejscu ze względu na intensywność użytkowania. I pewnie nie zrezygnowałbym z tego urządzenia ot tak, żeby wymienić na nowe, ale - niestety - od pewnego czasu miałem wrażenie, że bardzo słabo słyszę rozmówcę (tak, używałem tego telefonu do klasycznych rozmów, nie tylko przez Skype).
Szukałem czegoś w miarę nieskomplikowanego za całkowicie niewielkie pieniądze (300 - 400 zł). Niestety, ciężko znaleźć w tym przedziale cenowym coś interesującego, mimo moich skromnych wymagań. Zdecydowałem się jednak na telefon dość nowy, wprowadzony na rynek w październiku 2011 roku (o ile wierzyć serwisom specjalistycznym) i zaskakująco tani (259 zł w Euro AGD RTV), Samsung GT-C3322. W zasadzie dwie rzeczy zadecydowały o zakupie: możliwość obsługi dwóch kart SIM (mam dwa aktywne numery, więc jak znalazł) i bardzo wygodny design - klasyczna obudowa, szeroko rozstawione klawisze (część klawiaturowa zajmuje ok. 50% przedniej ścianki) i spory jak na tego typu telefony ekran (2,2 cala przy rozdzielczości 320x240 punktów).
Chciałbym się z Wami podzielić kilkoma spostrzeżeniami, które poczyniłem po pierwszym dniu zabawy z tym urządzonkiem. Nie będę opisywał oczywiście wszystkich jego cech, parametrów itp. ponieważ te informacje można bez problemu znaleźć w sieci, wraz z recenzjami. Swoją drogą, porażająca większość recenzji wygląda tak, jakby ludzie, którzy je napisali, w ogóle nie mieli tego aparatu w ręce. Mniejsza.
Zacznijmy od niewygód. Pierwsza to brak powszechnego, zapewnianego przez system „kopiuj-wklej” - przydaje się nie tylko we wbudowanym edytorze wiadomości. Być może jest taka funkcjonalność, ale nie udało mi się do niej dotrzeć. O, i przy okazji druga niewygoda: lakoniczna instrukcja obsługi (na stronie producenta ta sama w PDF-ie) typu „szybki start”. Rozumiem, że większość ludzi nie czyta instrukcji, ale ten telefon nie jest jednak aż tak prosty, mimo wszystko ("głębokie" funkcje wymagają jednak kilku słów wyjaśnień - szczególnie ważne dla niezaawansowanych użytkowników).
Przyzwyczajenie do smartfona spowodowało, że bardzo ciężko mi jest pogodzić się z brakiem wielozadaniowości (rozumianej tutaj jako możliwość uruchamiania kilku aplikacji i przełączania się między nimi) - no, może oprócz muzyki, która może sobie „lecieć” w tle i podsystemu Bluetooth, ale to już raczej wymóg implementacyjny (wszak każdy wie, że Bluetooth jest z definicji przeznaczony do środowisk wielozadaniowych). Pamiętajmy jednak, że GT-C3322 to telefon i jako taki jest urządzeniem o ograniczonych zasobach.
Kolejna sprawa - przycisk popularnie zwany „joystickiem”. Źle zaprojektowany - opcja „do góry” wymaga precyzyjnego naciśnięcia.
Bardzo duża wada: ograniczona do około 5MB przestrzeń pamięci dla aplikacji J2ME. Należy poważnie zastanowić się nad usunięciem preinstalowanych gier, zresztą i tak w wersji demonstracyjnej. Owszem, nie jest to smartfon, jednak wydaje mi się, że powinno się dać użytkownikom więcej swobody.
Jako ostatnią wadę wymienię jeszcze dość słabego klienta email, choć łatwego w konfiguracji i obsłudze (wbudowane szablony ustawień dla najpopularniejszych serwisów pocztowych).
Teraz rzeczy fajne. O dizajnie, wygodnych klawiszach i funkcjonalnym wyświetlaczu już pisałem, czas na resztę.
Obsługa dwóch kart SIM, czyli np. dwóch osobnych sieci, jest dla mnie szalenie wygodną rzeczą (nie lubimy nosić dwóch telefonów, prawda?). Do tego dochodzi bardzo łatwe przełączanie między sieciami, z pełną personalizacją ustawień dla każdej z nich - od tapety, sygnałów i motywu począwszy. Obsługa kart pamięci (microSDHC) nie jest tu od rzeczy - telefon ma wbudowane zaledwie 45MB przestrzeni do użycia w celu przechowywania własnych plików. Nie można co prawda instalować oprogramowania na karcie, ale dzięki temu, po podłączeniu telefonu do komputera (wspólne gniazdko microUSB dla ładowarki i kabla do transmisji danych; zakryte elegancką osłonką), mamy zawsze bezproblemowy dostęp do karty i pamięci wbudowanej w trybie pamięci masowej.
Miłośnicy serwisów społecznościowych (głównie Twittera i Facebooka) znajdą w oprogramowaniu telefonu natywne aplikacje do ich obsługi, owszem, dość skromne, ale należy pamiętać, że jest to - przypomnę po raz kolejny - tylko telefon, obsługujący połączenia z internetem w trybie EDGE. Przy okazji, połączenie z internetem działa bezproblemowo.
Ciekawostką jest aplikacja ActiveSync, znana chyba głównie użytkownikom mobilnych systemów Windows. Nie sądziłem, że z niej skorzystam, jednak okazało się, że rewelacyjnie nadaje się do synchronizacji wbudowanego kalendarza telefonu z kalendarzem Google. Co prawda telefon obsługuje protokół SyncML, ale w ograniczonym stopniu, więc użycie serwisu syncme.se (dzielnie działał w mojej Nokii) odpadło po kilku nieudanych próbach.
Z rzeczy nietelefonicznych i niesieciowych, C3322 posiada bardzo fajny i funkcjonalny tzw. tryb inteligentnego ekranu głównego, znany choćby użytkownikom Nokii z Symbianem. Można wyświetlać wiele rzeczy, do najważniejszych jednak należą niewątpliwie pasek skrótów do ulubionych aplikacji (zdecydowanie pojemniejszy, niż ten w Symbianie), duży zegar, widget pokazujący pogodę na podstawie danych z serwisu AccuWeather (świetnie jest ustawić go na aktualizację np. co 6 godzin; niestety lokalizację trzeba skonfigurować ręcznie) i - oczywiście - informacje o zdarzeniach, jak np. nadejście wiadomości SMS/MMS, email, nieodebranej rozmowy, a w przypadku odtwarzania muzyki - sterowanie odtwarzaczem.
Aplikacja aparatu fotograficznego jest bardzo wygodna, podobna do tych, które były stosowane w dobrych telefonach Sony-Ericssona. O ile filmy są słabej jakości (głównie przez niską, MMS-ową rozdzielczość), o tyle zdjęcia wychodzą niezłe. Matryca tego aparatu jest optymalna dla telefonów - 2MPix. Biorąc pod uwagę rozmiar fizyczny takiej matrycy, pakowanie większe liczby punktów światłoczułych zdaje się być nieporozumieniem. Ale za to gwarantuje wyższą sprzedaż i rzesze fanów ;)
Z dodatków multimedialnych mamy oczywiście niezły odtwarzacz audio oraz bardzo dobrze odbierające radio, które nie wymaga podłączenia słuchawek czy połączenia z internetem. Nie ma natomiast RDS-a, ale nie jest to jakaś specjalna wada.
I to chyba wszystko, co zdążyłem rozpoznać i połapać, zanim nie wycieńczyłem baterii - teraz czas na karmienie telefonu :)
Jak na pierwszy dzień użytkowania Samsunga, jestem bardzo zadowolony i mam nadzieję, że będzie tak nadal. Nokii E51 się oczywiście nie pozbywam (zgodnie z zasadą „Reuse”) - świetnie działa w offline jako nawigacja, odtwarzacz multimedialny, klient usług sieciowych poprzez WiFi (YouTube, WWW, poczta, Foursquare...), inteligentny pilot do prezentacji (i sterowania czymkolwiek w PC), uniwersalny pilot do sprzętu RTV i jeszcze wielu innych rzeczy, do których nie jest mi aż tak bardzo potrzebny mocny dźwięk w słuchawce.
Jeśli ktoś jest zainteresowany Samsungiem GT-C3322, może spokojnie w ten telefon inwestować, o ile robi to z pełną świadomością, że C3322 to nie Galaxy SII.

Edycja po następnym dniu użytkowania:

  1. Do słuchania radia jednak trzeba mieć podłączone słuchawki - mimo, że możemy słuchać przez wbudowany głośnik. Kabel ze słuchawek robi po prostu za antenę.
  2. Duża wada: telefon nie obsługuje JSR 82, czyli nie dostarcza API Javy dla Bluetooth... Odpada zabawa TrekBuddy i pisanie własnej aplikacji GPS...


wtorek, 6 marca 2012

Stare źródła: Wii Remote jako miecz świetlny ;-)

Grzebiąc w katalogu z różnymi programami, których pisanie kiedyś zacząłem, ale z jakichś powodów nie dokończyłem, znalazłem programik pozwalający poczuć Moc Jedi z wykorzystaniem pilota-kontrolera do konsoli Nintendo Wii (Wii Remote), połączonego z pecetem (linux + Python) poprzez Bluetooth...
Program szalenie prosty, kaleki wręcz, w mocno początkowej fazie "rozwoju", kiedy to starałem się wyczuć i zrozumieć informacje zwracane przez akcelerometr. Pamiętam, że model zdarzeniowy, udostępniany przez cwiid dla Pythona, wyrzucał mi jakieś błędy, zastąpiłem go więc nieskończoną pętlą (tak swoją drogą, makabra).
Cała zabawa polega po prostu na włączeniu ustrojstwa i machaniu :-)

Kod źródłowy poniżej.



Oprócz odpowiednich bibliotek dla Pythona, trzeba również przygotować sobie pliki WAV z dźwiękami miecza (razem 12 - włączenie, buczenie w stanie spoczynku i dziesięć machnięć).

Niech Moc będzie z Wami!