czwartek, 29 grudnia 2011

Nowa wersja Kolejnego Programu do Blogowania! (wykrzyknik jest w jego nazwie ;-))

Korzystając z paru wolnych chwil, jakie w tym starym roku jeszcze zostały, przypomniałem sobie o moim starym programie do blogowania (i mikroblogowania w pewnym sensie) i o brakujących funkcjonalnościach. Odgrzebałem więc źródła i dopisałem parę rzeczy, a mianowicie:
  • możliwość zapisu i odczytu (lokalnie) notki
  • sprawdzanie pisowni i sugerowanie poprawnej formy
  • ulepszenie okienka do wyboru/wstawiania obrazów
  • i kilka drobnych poprawek.

Krótki opis programu znaleźć można w dziale Po godzinach, natomiast źródła tradycyjnie leżą na GitHubie.

Edycja 30.12.2011:
Idąc za ciosem, dodałem kolejnych kilka poprawek i na GitHubie leży już wersja 0.0.4 (screenshot poniżej zaktualizowany).



sobota, 17 grudnia 2011

Jeszcze o prezentacjach - literatura

W jednym z moich poprzednich postów poruszyłem problem nieudolnego lub może raczej nieumiejętnego prowadzenia różnego rodzaju prezentacji czy wystapień. Wczoraj zaś, w bibliotece, wpadła mi w ręce ulotka pewnego wydawnictwa, na której widniała "zajawka" na temat książki Carmine Gallo "Steve Jobs. Sztuka prezentacji. Jak świetnie wypaść przed każdą publicznością". Zdaję sobie sprawę, że postać Steve'a stała się ostatnio tematem wielu publikacji, włącznie z biograficznymi, jednak ta książka - jak się domyślam, ponieważ nie posiadam jej ani tym bardziej nie czytałem - traktuje o jednej z najmocniejszych cech zmarłego niedawno szefa Apple: o umiejętności prezentacji (wystąpień) i o sposobie ich przygotowywania oraz prowadzenia.
Osobiście nie byłem nigdy i nadal nie jestem fanem Apple, Jobsa ani jego wystąpień, wolałem zawsze prezentacje z udziałem Billa Gatesa, ale jedno trzeba Steve'owi oddać: potrafił zrobić niepowtarzalny show, przykuwając uwagę i wzbudzając zainteresowanie publiczności od początku do końca, bez drzemki.
Być może zaopatrzę się w tę publikację, choć czytając artykuł, który znalazłem na Blogu o elearningu i nowoczesnej edukacji: Sztuka Prezentacji, czyli wystąpienia publiczne by Steve Jobs. Część 1 odniosłem wrażenie, że moja wizja prezentacji bliska jest wzorcowi, co mnie oczywiście bardzo cieszy.

czwartek, 15 grudnia 2011

Mała modyfikacja przykładu, ale ciekawy moduł w użyciu

Na swoim blogu poświęconym programowaniu Peteris Krumins redaguje (rozwija?) od pewnego czasu serię artykułów pod tytułem "Node.JS Modules You Should Know About". Jednym z ciekawszych, przedstawianych na tym blogu modułów jest optimist - szalenie wygodny w użyciu wrapper dla systemowego mechanizmu obsługi wiersza polecenia, a dokładniej parametrów wywołania programu. Postanowiłem wypróbować ten moduł, najpierw wprowadzając lekką modyfikację do publikowanego wcześniej prostego klona programu curl ("Node.js i aplikacje CLI - smaczek przed sesją"):


Oczywiście powyższy kod zawiera tylko minimalną próbkę możliwości optimista ale myślę, że moduł ten na stałe zagości na mojej liście koniecznych rozszerzeń dla Node.js.

Polecam artykuł prezentujący przegląd możliwości tego rozszerzenia:
Node.js modules you should know about: optimist

Moja wizja prezentacji, czyli jak nie sknocić wystąpienia.

Sztuka prezentacji. Trudna do opanowania, chyba głównie ze względu na szereg pokus, jakie się czają podczas korzystania z urządzeń technicznych wspomagających wystąpienia. Pomijam tu oczywiście nieznajomość oprogramowania czy obsługi komputera (projektora, pilota do slajdów itp.). Biorąc udział w różnych prezentacjach, prelekcjach, wykładach i innego typu wystąpieniach, niekoniecznie ludzi z branży informatycznej, zauważyłem, że porażająca większość prelegentów nie potrafi występować przed jakimkolwiek audytorium. Co ciekawsze, informatycy są w wystąpieniach przeważnie świetni, robią bardzo dobre prezentacje i wiedzą o wielu rzeczach, o których np. ludzie z branży edukacyjnej, którzy powinni mieć sztukę wystąpień opanowaną do perfekcji, nie mają czasem pojęcia. I nie chodzi tu bynajmniej o rzeczy, których rzekomo informatycy uczą się na studiach (bzdura, jeśli mogę użyć języka pewnego mojego kolegi).
Spróbuję w tym poście w miarę klarownie przedstawić moją wizję prowadzenia wystąpienia wspomaganego slajdami i demonstracjami (niekoniecznie związanymi z prezentacją kodu programu ;-)).

Wzorzec vs. antywzorzec.

Wzorzec:
Prezentacja (wykład) podczas spotkania ludzi branży informatycznej, np. CodeCamp. Prelegent prowadzi wykład na temat jakiejś technologii. Nie czyta tekstu ze slajdów, nie uzupełnia swoim przemówieniem treści wyświetlanej na ekranie. Slajdy służą mu wyłącznie jako ilustracja wystąpienia. Są efekty specjalne, ale ich liczba i rodzaj są ściśle związane z przedstawianą treścią (animacje pokazujące przebieg jakiegoś procesu, np. uwierzytelniania). Jeśli jest to prezentacja developerska, slajdów jest relatywnie mało, natomiast wiele czasu prelegent poświęca na dema (prezentuje jakiś program, technologię, kod źródłowy, przeprowadza pokaz na żywo, rozwijając jakiś kod i prezentując efekty działania programu, który właśnie stworzył). Niesamowite wrażenie robią interesujące pointy, podsumowujące np. wygodę czy szybkość uzyskania jakiegoś efektu. Ale gdyby nawet sesja była wyłącznie „opowiadana”, to jednak slajdy nie występują w roli głównej. Elementy interakcji ze słuchaczami (i w drugą stronę) bywają interesującym urozmaiceniem.

Antywzorzec:
Miałem „przyjemność” parę tygodni temu brać udział w konferencji informacyjno-szkoleniowej dla nauczycieli zawodów wszelakich na temat nowego systemu szkolnictwa zawodowego. Występowały na przemian dwie osoby. O ile jedna z nich radziła sobie naprawdę nieźle (wiedziała, co mówi i o czym mówi, nie spoglądała co chwilę na ekran itd.), o tyle druga osoba zdefiniowała mi antywzorzec wystąpienia. Po kolei więc. Slajdy w roli głównej. Cóż z tego, że pomysłowo przygotowane, bez „bajerów”, z tendencją do czytelności, kiedy... Zdarzały się slajdy zawalone kilkudziesięcioma wierszami tekstu (na oko czcionka 12). Czasem był to tekst wklejony jako zrzut ekranu z PDFa, a czasem nawet z... Worda (widoczne charakterystyczne podkreślenie wyrazów nie znalezionych w słowniku). O ile dałoby się to jeszcze wytrzymać, osoba występująca po prostu... czytała zawartość tych slajdów, oszczędzając nam jakiegokolwiek tłumaczenia. Mówiła głosem szalenie monotonnym, robiąc wszystko, by słuchacze się jak najszybciej wyłączyli. Były elementy interakcji, które jednak wynikały z frustracji i zniecierpliwienia spragnionego konkretów audytorium. A jeśli przyszło odpowiadać na pytania słuchaczy, cóż... nie było za dobrze (bo czasem trzeba wiedzieć, o czym się mówi).

Macie więc porównanie. Umiejętne prowadzenie prezentacji może naprawdę wywołać u słuchaczy zaciekawienie choćby najbardziej nudnym tematem. Niestety, działa to też w drugą stronę - fatalnie przygotowanym wystąpieniem można zarżnąć najlepszy i najbardziej fascynujący temat.
OK, nie każdy umie przemawiać i nie każdy potrafi nawiązać ten właściwy kontakt z publicznością. Ale każdy występujący chce mieć slajdy w tle. Oto więc kilka moich uwag, składających się na ową zapowiedzianą wcześniej wizję udanego wystąpienia wspomaganego slajdami.

Zawartość slajdów.

Co slajdy powinny zawierać? To zależy, ale można spróbować wypunktować pewne istotne rzeczy:
  • ilustrację (słowną lub obrazową) aktualnie przedstawianego problemu;
  • wypunktowane najważniejsze aspekty omawianego problemu;
  • wizualizację problemu.

Czego nie lubię na slajdach? Nadmiaru tekstu. Jeśli chcę, żeby słuchacze uzyskali dostęp do jakiegoś litego tekstu (akty prawne itp.), to podaję link, albo udostępniam w sieci lokalnej (jeśli mam możliwość), w ostateczności zaś rozdaję wydruki (nieekologiczne rozwiązanie - unikam, kiedy tylko się da).

Efekty specjalne, czyli „Na kolana, psy!”

Do czego służyć powinny w prezentacjach efekty specjalne? Przede wszystkim do wizualizacji przedstawianego problemu. W następnej kolejności ich rolą jest skupienie uwagi audytorium (np. elegancki efekt przejścia pomiędzy slajdami, kiedy przez chwilę nic nie jest wyświetlane, po czym pojawia się następny slajd - odbiorcy widzą na własne oczy zmianę, nawet jeśli przez chwilę nie skupiali się na tym, co jest aktualnie pokazywane).
Znam natomiast wiele osób, dla których efekty specjalne są celem samym w sobie, świadczą wręcz o jakości prezentacji, o „wypasie”. Bezsensownie latające napisy, dziwnie zakręcone obrazki, powklejane gdzie się da, mniej lub bardziej głupawe, animowane GIFy... A na samym szczycie owej małej patologii są prezentacje, które składają się z różnokolorowych slajdów, z kontrastującymi, oczo...bnymi napisami...
Nie popisujmy się znajomością efektów specjalnych poprzez wklejanie ich, gdzie tylko się da. Wierzcie mi, największe wrażenie robią na odbiorcach efekty zastosowane w konkretnym celu, pokazujące coś bardzo istotnego ze względu na omawiany problem.

Gadżety

Moim zdaniem wskazane jest używanie podczas prezentacji różnego rodzaju pilotów (może to być dedykowany pilot lub np. smartfon z odpowiednim oprogramowaniem - ja z powodzeniem używam na mojej starej Nokii E51 programu Nokia Wireless Presenter; podobno są też odpowiednie programy na Androida czy iOS). Co jednak najistotniejsze, nie można się na tych gadżetach jakoś specjalnie skupiać - one nam pomagają, eliminują pretensjonalne podchodzenie do komputera i klepanie spacji, jednak powinniśmy ich używać „w tle”. Publiczność ma czuć magię!

Wiem o czym mówię. Audytorium też wie.

To punkt nie do końca na temat slajdów, ale bardzo ważny. Prowadząc prezentację (wykład, prelekcję) muszę wiedzieć o czym mówię. Muszę znać różne aspekty omawianego problemu i muszę je przedstawić tak, żeby słuchający mnie ludzie rozumieli, o czym do nich mówię i żeby ich zaciekawić, a nie uśpić czy - co gorsza - zdenerwować. Oczywiście zwykle prowadzi się prezentację na dobrze poznany temat, więc prelegent wie, o czym mówi, jednak jeśli nie przećwiczy wystąpienia, najlepiej przed kimś, kto nie jest wprowadzony w przedstawiane zagadnienia, to klapa murowana, niestety.

Początek i koniec.

O tym raczej wszyscy pamiętają - na początku trzeba przedstawić temat wystąpienia, troszkę go rozwinąć (rozgrzać publiczność ;-)), przedstawić siebie i podać plan wystąpienia (koniecznie trzeba się go trzymać - tutaj pomocna jest próba lub nawet dwie). Warto co jakiś czas przypominać plan prezentacji (powtarzać slajd z planem) - ułatwi to odbiorcom orientację, w którym miejscu prezentacji się aktualnie znajdują.
A na koniec oczywiście trzeba ładnie podziękować za wysłuchanie (udział), można też się przypomnieć oraz np. podać źródła informacji uzupełniających nasze wystąpienie.
Jeśli sytuacja czy specyfika warunków prowadzenia prezentacji na to pozwala, można również poprosić publiczność o ewentualne pytania i spróbować na nie opowiedzieć.

Wnioski.

Wniosek jest jeden, krótki. Prezentacja multimedialna (pokaz slajdów) nie jest sztuką dla sztuki. Jest wspomaganiem wystąpienia, zastępuje nam tablicę i pisak oraz wiele innych przyborów, za pomocą których dawniej wzbogacaliśmy wystąpienia. Nie oszukujmy publiczności, czytając slajdy (publiczność potrafi czytać!).
Najważniejszym elementem prezentacji jest prelegent, jego wiedza i doświadczenie oraz umiejętność ich przekazania.

To oczywiście moja prywatna wizja, możecie się z nią nie zgadzać, możecie również dorzucić własne uwagi i spostrzeżenia - zachęcam!