Przejdź do głównej zawartości

Bezbolesne przejście z Androida na Windows Phone - część pierwsza.

Android to bez wątpienia najpopularniejszy obecnie system operacyjny dla urządzeń mobilnych (generalnie dla "niepecetów"), lubiany przez użytkowników i programistów, bazujący na jądrze Linuksa, czyli mający korzenie i genezę w tak przeze mnie cenionym otwartym oprogramowaniu. Jednak jeśli nie jest zainstalowany na mocnym sprzęcie, Android potrafi do siebie perfekcyjnie zniechęcić każdego użytkownika, który oczekuje od swojego np. smartfona tej jednej, prostej rzeczy – płynnego działania.
Zdaję sobie sprawę, że być może moje pojęcie na temat płynnego działania jest inne, niż być powinno z punktu widzenia większości użytkowników systemu rozwijanego przez Google, jak i samych zapewne twórców tego systemu, ale jednak pozwalam sobie zachować własne zdanie... A ponieważ dawno już minęły czasy, gdy doskonale się bawiłem przy grzebaniu w sprzęcie, instalowaniu systemów i ich podrasowywaniu, kompilowaniu jądra Linuksa itd., więc wszelkie "rootowania", podmienianie ROM-ów czy inne sztukowanie telefonów–półproduktów (no bo jak inaczej nazwać produkt, w którym trzeba kilka dni intensywnie grzebać i tracić gwarancję, żeby cokolwiek działało?) nie jest dla mnie. A tym bardziej dla Zwykłego Użytkownika.
Jeśli zatem ktoś się uprze przy Androidzie, to pozostaje mu szukać czegoś raczej z górnej półki, z trzema lub czterema gigabajtami RAM, kilkurdzeniowym procesorem i "cyjanogenem" instalowanym domyślnie... Taka konfiguracja podobno gwarantuje płynne działanie.
Jeśli zaś nie chcemy już Androida, to mamy dwa wyjścia:
  • iPhone;
  • Microsoft (dawniej Nokia) z Windows Phone 8.1 (póki co).
W pierwszym przypadku musimy dysponować nieco większą gotówką, chyba, że chcemy jakiś niewspierany model – miesiąc temu była wyprzedaż iPhone 4S za 1200zł. W drugim przypadku już nawet za 600zł jesteśmy w stanie dostać telefon, który będzie działał bardzo płynnie, stabilnie, będzie wygodny w obsłudze – i to bez zabiegów "rootowania" czy innych podmianek. I w przypadku którego 1GB RAM będzie ekstrawagancją, zalecaną głównie graczom chcącym się bawić w najnowsze tytuły.

Nie da się ukryć, że wpis jest tendencyjny, tak nawiasem. Ale co tam.

To, co mnie ujęło w Nokii Lumii 630, to przede wszystkim prostota tego modelu, brak zbędnych (dla mnie) dodatków, a przede wszystkim zaskakująca wygoda obsługi. Nie tęsknię za pięcioma czy siedmioma pulpitami upstrzonymi ikonkami i widgetami. Kafelki są naprawdę niezłe (na telefonie; w przypadku komputera jestem raczej konserwatystą ;-)). No i parametry sprzętowe – o dziwo, dla systemu Windows Phone wystarczające, dla Androida... No cóż, dla Androida tak ze sześć razy za mało RAM-u...

A teraz kilka słów na temat zasadniczy, czyli jak zastąpić nasz dotychczasowy telefon androidowy czymś działają... znaczy urządzeniem z systemem Microsoftu. Lumią dokładnie.
Większość popularnych aplikacji mobilnych ma odpowiedniki i wersje dla WP, jednak zdarzają się przypadki, gdy trzeba szukać alternatyw. Tak więc na początek trzy rzeczy.

Po pierwsze: przeniesienie kontaktów. Otóż Microsoft nie udaje, że Google nie istnieje, więc bez problemów można zsynchronizować kontakty z nowym telefonem za pomocą konta Google. A jeśli dołączymy do tego kalendarze i pocztę (dwa z trzech produktów Google, które bardzo lubię), to pełnia szczęścia.

Po drugie: Feedly. Otóż nie ma dla Windows Phone oficjalnej aplikacji dla Feedly, czyli serwisu, który przejął schedę po Czytniku Google'a, i dobrze, bo gdyby miała działać tak, jak androidowa... Zamiast Feedly mamy zatem np. Phonly. Wystarczy się zalogować za pomocą tego samego konta, które używamy w Feedly.

Po trzecie: Pocket. Wiele osób używa serwisu Pocket jako pewniejszej opcji dla zakładek, ulubionych itp. I znów – oficjalnej aplikacji dla WP nie ma. Jest więc Poki. Działa. Jak wszystko na WP ;-)

Żeby jednak nie było, że tylko pieśni pochwalne tutaj umieszczam, muszę też nieco ponarzekać. Ale tylko nieco. Otóż aplikacja mobilna mBanku jest bardzo słaba, a ostatnio, na skutek (chyba) zmian w usługach sieciowych banku (czekam na odpowiedź konsultanta), ma problemy z uruchomieniem się. Dalej, Google z jakichś powodów (nie znanych mi, a nie szukałem, o co tak naprawdę chodzi – może powód jest poważny) udaje, że nie ma systemu Windows Phone, więc nie ma też aplikacji dla usług Google'a, głównie Google Plus. Z drugiej strony, pamiętam, że mój androidowy telefon dostał potężnego kopa wydajnościowego po odinstalowaniu wszystkich aplikacji Google, łącznie z wyszukiwarką, tak więc...

Zatem – koniec części pierwszej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niesamowicie prosty czujnik zmierzchowy.

Tym razem zero programowania, będzie natomiast nostalgiczno-wspomnieniowy układzik, lekko zmodyfikowany.
Otóż kilka dni temu rozmawialiśmy w gronie znajomych o różnego rodzaju czujnikach zmierzchowych i czujnikach ruchu. Ponieważ należę do tych wariatów, co to hołdują jeszcze owej przestarzałej i kompletnie odrealnionej dziś zasadzie: "po co kupować, gdy można zrobić", stwierdziłem, że poskładam takie coś (czujnik zmierzchowy; sensor ruchu faktycznie lepiej nabyć, choćby ze względu na rozmiary ;)) i być może podłączę do jakiegoś mikrokontrolera. Przypomniało mi się też przy okazji, że znalazłem ostatnio w elektronicznych śmieciach stary fotorezystor (dla niewtajemniczonych: element zmieniający rezystancję, czyli opór elektryczny, pod wpływem działania strumienia światła) RPP130, jeden z kilku pozostałych po montowanych wieki temu układach tranzystorowych do zdalnego sterowania pracą urządzeń za pomocą latarki... No OK, nie było to specjalnie rozbudowane zdalne sterowanie ;)

Android i zewnętrzny moduł GPS

Od kilku dni jestem w posiadaniu smyrfona z Androidem 4.1.1 na pokładzie. Kwestie związane z wyborem systemu roztrząsałem już na G+, a ten artykuł tutaj ma konkretny temat, więc nie będę wyjaśniał po raz n-ty. Po prostu zwyciężyły popularność i ekosystem oraz przywiązanie do produktów sieciowych Google. Mniejsza.

Zbliża się sezon urlopowy :-) Moi podopieczni już mają wakacje, a ja wyjeżdżam wkrótce. W każdym bądź razie wakacje to podróże - samochodem, rowerem, na piechotę, żaglówką, motorówką, samolotem... Zaawansowane urządzenia mobilne przyzwyczaiły nas już do usług lokalizacyjnych, z których najważniejszą jest GPS (na dalszym planie mamy A-GPS, lokalizacje w oparciu o sieci WiFi itp.). Często korzystamy z programów, które w coraz ciekawszy sposób wiążą naszą lokalizację, pobraną z np. GPS-a, z przeróżnymi danymi, nieraz ocierając się o AR.
Każdy współczesny smartfon, a przynajmniej znakomita ich większość, wyposażona jest we wbudowany odbiornik sygnału lokalizacyjnego (GPS, GLONASS…

Po co mi to całe Arduino?

Oczywiście tytuł ma być jedynie prowokacją. Chociaż nie do końca - artykuł jest właśnie poświęcony pracy w Arduino IDE z mikrokontrolerami, ale bez płytek Arduino.
Czym jest Arduino - wiemy wszyscy, zarówno początkujący fani programowania elektroniki, jak i zaawansowani mikrokontrolerowcy. Jeśli jednak nie do końca wiemy, zachęcam do odwiedzenia strony domowej projektu (link 5 na końcu artykułu) oraz zerknięcia np. w poradnik (link 4).

Jakiś czas temu, przełamując się i zmieniając zdanie ("o 180 stopni" ;-)) nabyłem sobie Arduino Leonardo, głównie w celu jego "obwąchania" i zapoznania się z bogatym zbiorem bibliotek dostępnych dla tej platformy. Zgoda, różne biblioteki są dostępne niezależnie od Arduino, ale i tak się zdecydowałem. Dlaczego Leonardo? Otóż miałem ochotę przyrządzić dwie pieczenie na jednym ogniu - mieć Arduino i przetestować ATmegę 32u4. Dziś doskonale zdaję sobie sprawę, że żeby pobawić się Arduino nie trzeba go w ogóle posiadać... Ale po kolei.

Pi…