Przejdź do głównej zawartości

Po 35. spotkaniu ŚRGM i PLSSUG Katowice

Tym razem wystąpiłem w roli prelegenta, zresztą już się chwaliłem. Moja sesja poświęcona była - o czym też już pisałem - środowisku Node.js. Mimo, że tematyka nie dotyczyła bezpośrednio technologii związanych z firmą Microsoft, odniosłem wrażenie, że uczestnicy spotkania nie nudzili się (aż tak ;-)) - przeciwnie, kilku kolegów wzięło aktywny udział w dyskusji w trakcie prezentacji, za co im oczywiście bardzo dziękuję.
Nie uniknąłem też kilku niedomówień czy zaniedbań. Te pierwsze wynikały zapewne z chęci przekazania jak największej liczby informacji (więc o kilku rzeczach zapomniałem), a zaniedbania - no cóż, nie sprawdziłem np. czy są dostępne moduły do komunikacji z bazami danych Microsoft SQL Servera (a są: node-mssql). I zapewne jeszcze coś się znajdzie. Za wszelkie te nieścisłości i braki przepraszam - obiecuję nadrobić zaległości pisząc regularnie, mam nadzieję, na tym blogu o różnych aspektach tworzenia aplikacji w Node.
No i siła wyższa - podobnie, jak u Tobiasza podczas SCC - z powodu bardzo ograniczonego dostępu do internetu nie zadziałało moje najbardziej spektakularne demo (stream publicznego timelineu Twittera), musiałem prezentować na sucho... O programie napisanym specjalnie na prezentację (mocno uproszczonym odpowiedniku curl) już nie wspomnę.
Mam jednak nadzieję, że o ile nie zachęciłem, to przynajmniej zainteresowałem uczestników środowiskiem Node i możliwościami, jakie wnosi do sfery programowania stron webowych.

Obiecałem udostępnić materiały z sesji, co też z przyjemnością czynię - poniżej.

Prezentacja:

Przykłady (20kB)
Prezentacja w formacie PDF (0,5MB)

A na koniec nius, który pojawił się dzisiaj. Nowa wersja Node.js - 0.6.3 - posiada już zintegrowany menedżer pakietów npm, działający również w systemach Windows, co powoduje, że Node.js staje się jeszcze bardziej użyteczny w przypadku tej platformy systemowej. Szkoda, że nowa wersja wyszła dzień po spotkaniu Grupy :-)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niesamowicie prosty czujnik zmierzchowy.

Tym razem zero programowania, będzie natomiast nostalgiczno-wspomnieniowy układzik, lekko zmodyfikowany.
Otóż kilka dni temu rozmawialiśmy w gronie znajomych o różnego rodzaju czujnikach zmierzchowych i czujnikach ruchu. Ponieważ należę do tych wariatów, co to hołdują jeszcze owej przestarzałej i kompletnie odrealnionej dziś zasadzie: "po co kupować, gdy można zrobić", stwierdziłem, że poskładam takie coś (czujnik zmierzchowy; sensor ruchu faktycznie lepiej nabyć, choćby ze względu na rozmiary ;)) i być może podłączę do jakiegoś mikrokontrolera. Przypomniało mi się też przy okazji, że znalazłem ostatnio w elektronicznych śmieciach stary fotorezystor (dla niewtajemniczonych: element zmieniający rezystancję, czyli opór elektryczny, pod wpływem działania strumienia światła) RPP130, jeden z kilku pozostałych po montowanych wieki temu układach tranzystorowych do zdalnego sterowania pracą urządzeń za pomocą latarki... No OK, nie było to specjalnie rozbudowane zdalne sterowanie ;)

Android i zewnętrzny moduł GPS

Od kilku dni jestem w posiadaniu smyrfona z Androidem 4.1.1 na pokładzie. Kwestie związane z wyborem systemu roztrząsałem już na G+, a ten artykuł tutaj ma konkretny temat, więc nie będę wyjaśniał po raz n-ty. Po prostu zwyciężyły popularność i ekosystem oraz przywiązanie do produktów sieciowych Google. Mniejsza.

Zbliża się sezon urlopowy :-) Moi podopieczni już mają wakacje, a ja wyjeżdżam wkrótce. W każdym bądź razie wakacje to podróże - samochodem, rowerem, na piechotę, żaglówką, motorówką, samolotem... Zaawansowane urządzenia mobilne przyzwyczaiły nas już do usług lokalizacyjnych, z których najważniejszą jest GPS (na dalszym planie mamy A-GPS, lokalizacje w oparciu o sieci WiFi itp.). Często korzystamy z programów, które w coraz ciekawszy sposób wiążą naszą lokalizację, pobraną z np. GPS-a, z przeróżnymi danymi, nieraz ocierając się o AR.
Każdy współczesny smartfon, a przynajmniej znakomita ich większość, wyposażona jest we wbudowany odbiornik sygnału lokalizacyjnego (GPS, GLONASS…

Po co mi to całe Arduino?

Oczywiście tytuł ma być jedynie prowokacją. Chociaż nie do końca - artykuł jest właśnie poświęcony pracy w Arduino IDE z mikrokontrolerami, ale bez płytek Arduino.
Czym jest Arduino - wiemy wszyscy, zarówno początkujący fani programowania elektroniki, jak i zaawansowani mikrokontrolerowcy. Jeśli jednak nie do końca wiemy, zachęcam do odwiedzenia strony domowej projektu (link 5 na końcu artykułu) oraz zerknięcia np. w poradnik (link 4).

Jakiś czas temu, przełamując się i zmieniając zdanie ("o 180 stopni" ;-)) nabyłem sobie Arduino Leonardo, głównie w celu jego "obwąchania" i zapoznania się z bogatym zbiorem bibliotek dostępnych dla tej platformy. Zgoda, różne biblioteki są dostępne niezależnie od Arduino, ale i tak się zdecydowałem. Dlaczego Leonardo? Otóż miałem ochotę przyrządzić dwie pieczenie na jednym ogniu - mieć Arduino i przetestować ATmegę 32u4. Dziś doskonale zdaję sobie sprawę, że żeby pobawić się Arduino nie trzeba go w ogóle posiadać... Ale po kolei.

Pi…